Trzy kroki do raju
Treść
- Zespół, który stworzyliśmy, zasługuje na szacunek i kredyt zaufania - mówił wczoraj we Wronkach trener reprezentacji Polski Leo Beenhakker. Przekonywał do swoich powołań i tłumaczył, dlaczego nie wezwał na mecze z Kazachstanem i Węgrami wyróżniających się strzelców polskiej ekstraklasy. - Jakie kryteria decydowały o powołaniach? Dlaczego zawodnicy, którzy nie grają w klubach regularnie, trafiają do reprezentacji, a nie ma w niej piłkarzy, którzy błyszczą w polskiej ekstraklasie? - Zespół, który stworzyliśmy, zasługuje na szacunek i kredyt zaufania. Po raz pierwszy w historii Polska jest tak wysoko w rankingu FIFA. A to przecież zasługa tych piłkarzy, którzy są tutaj, we Wronkach, na zgrupowaniu - odpowiada Leo Beenhakker. W eliminacjach mistrzostw Europy od listopada ubiegłego roku jesteśmy liderem naszej grupy. To właśnie dzięki tym zawodnikom. Gdybym w sierpniu powiedział, że zdobędziemy cztery punkty z Portugalią, uznalibyście, że jestem szalony. Tymczasem właśnie ci piłkarze je zdobyli. Spójrzmy na Mariusza Jopa. Nie grał w swoim klubie przez trzy miesiące, występował tylko w drugiej drużynie. Ale to, co pokazał w meczach przeciwko Portugalii i Finlandii, było dla mnie zdumiewające. To wszystko zależy od zawodników i ich psychiki - czy potrafią sobie z tym poradzić. Ja mogę z nimi rozmawiać, mogę zapytać się w klubie o ich stan fizyczny, jak trenują. Jego sytuacji w klubie jednak nie zmienię. - Dlaczego nie ma w kadrze czołowych strzelców Orange Ekstraklasy - Dawida Jarki, Pawła Brożka czy Marcina Zająca? - W każdy weekend oglądam dwa-trzy spotkania. Cieszę się, że Jarka strzelił cztery bramki w ostatnim meczu. Ale - przy całym szacunku dla polskiej ligi - Sosnowiec to nie to samo co mecze międzynarodowe z Portugalią czy Serbią. Jarka dostał powołanie do reprezentacji młodzieżowej. Jest młody, utalentowany i cała przyszłość przed nim. Ale widziałem go też we wcześniejszych spotkaniach - z Groclinem i z Arką. Wtedy nic nie strzelił. W ostatniej kolejce padły 22 bramki, zdobyło je 17 piłkarzy. I co, mam wszystkich powołać do reprezentacji? Bądźmy rozsądni. Ale podkreślam - bramy reprezentacji otwarte są dla wszystkich polskich zawodników. Jeśli zobaczę kogoś, kto mógłby pomóc reprezentacji i osiągnąć z nią sukces, to go na pewno powołam. Nie jest ważne, kim piłkarz jest w danej chwili, ale kim może być. Muszę być pewien, że taki zawodnik potrafi w ciągu dwóch-trzech dni przejść z poziomu klubowego na reprezentacyjny. A to nie jest łatwe. Tak do kadry trafiali Bronowicki, Garguła, Łobodziński czy Matusiak. Ja widziałem, że oni mają ogromny potencjał, że mogą dać z siebie więcej niż to, co wówczas grali. - Jaki scenariusz może mieć decydująca część walki o awans do Euro 2008? - Jesteśmy trzy kroki od piłkarskiego raju. Pierwszy to mecz z Kazachstanem. Musimy zdobyć trzy punkty, a potem usiądziemy sobie i zobaczymy, co zrobią nasi rywale. W środę wszystkie zespoły będą miały tę samą liczbę rozegranych spotkań i wtedy sytuacja będzie bardzo klarowna. (PAP) "Dziennik Polski" 2007-10-10
Autor: wa