Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Rydygier o krok od porozumienia

Treść

Od 600 do 1000 zł brutto - takie podwyżki jest skłonna zaproponować lekarzom dyrekcja Szpitala im. L. Rydygiera w Krakowie. Wczoraj Zarząd Województwa Małopolskiego zaakceptował wstępne warunki porozumienia. Lekarze stawiają jednak także inne postulaty. Dzisiaj rano rozpoczyna się decydująca batalia o przyszłość drugiego co do wielkości i znaczenia szpitala w Małopolsce. Trwający od 21 maja i prowadzony bardzo konsekwentnie protest lekarzy sprawił, że zadłużona wcześniej na wiele milionów placówka straciła dodatkowo 7 mln zł; kontynuacja strajku grozi jej bankructwem. Jak twierdzi Wojciech Kozak, członek zarządu województwa, w dniach protestu możliwości szpitala są wykorzystywane tylko w 50 procentach, podczas gdy w normalnej sytuacji tzw. obłożenie wynosi 80 - 85 procent. Od początku strajku dyrekcja szpitala spotykała się z przedstawicielami lekarzy aż 18 razy; obydwie strony zdołały wypracować wstępne warunki porozumienia. Wczoraj dyrektor Krzysztof Kłos przedstawił je Zarządowi Województwa Małopolskiego. - Kierownictwo szpitala oferuje lekarzom dodatkowo od 600 do 1000 złotych brutto. Uważamy, że przy spełnieniu innych warunków szpital jest w stanie udźwignąć takie podwyżki - mówi Wojciech Kozak. Alternatywą porozumienia jest likwidacja placówki zatrudniającej 1450 osób. Zarząd województwa zrobi wiele, by doszło do porozumienia również dlatego - o czym członek zarządu nie mówi, ale wynika to z przepisów - że w przypadku likwidacji szpitala kasa województwa musiałaby pokryć wielomilionowe zadłużenie placówki, a także koszty odpraw. Wojciech Kozak nie wyklucza jednak, że gdyby rozmowy z lekarzami nie zakończyły się sukcesem, marszałek województwa nie będzie miał wyjścia i - poprzez likwidację szpitala - sprywatyzuje poszczególne wydziały i na ich bazie utworzy samodzielne niepubliczne zakłady opieki zdrowotnej. Andrzej Sasuła, wiceprzewodniczący Komisji Zdrowia małopolskiego sejmiku - w poprzedniej kadencji wicemarszałek województwa, odpowiedzialny m.in. za szpitale - uważa, że Szpital im. L. Rydygiera jest jednym z ostatnich, który powinien tak konsekwentnie strajkować. - Ta bardzo zadłużona placówka otrzymała od zarządu województwa olbrzymią pomoc, która pozwoliła jej wyjść na prostą. Strajk ten olbrzymi wysiłek wielu ludzi zniweczył - argumentuje. - Nie sposób kwestionować protestu i żądań lekarzy, którzy z pewnością zarabiają za mało, niemniej uważam, że struna została przeciągnięta. Dr Krzysztof Pach, przewodniczący oddziału terenowego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, przyznaje, że wszyscy są zmęczeni protestem, ale nie przesądza wyniku dzisiejszych rozmów. - Podwyżka jest tylko jednym z naszych postulatów - przypomina. - Równie istotna jest gwarancja, że nie będzie zwolnień wśród lekarzy. Co nam z podwyżek, gdy zostaniemy tak dociążeni pracą, że nie będziemy w stanie jej prawidłowo wykonać? Dr Pach uważa, że dyrektorzy szpitali nie powinni godzić się na tak niską wycenę świadczeń zdrowotnych, jaką oferuje Narodowy Fundusz Zdrowia. W większości przypadków jest ona niższa od rzeczywistych kosztów - to jedna z przyczyn obecnej sytuacji w służbie zdrowia. - Gdyby wszyscy dyrektorzy - którzy zgadzają się z tym w prywatnych rozmowach - solidarnie odmówili podpisania kontraktów, NFZ nie miałby wyjścia i musiałby podwyższyć wyceny świadczeń medycznych - twierdzi przewodniczący. Wczoraj Krajowy Komitet Strajkowy Lekarzy zaapelował, by każda terenowa organizacja związkowa wystąpiła do swojego dyrektora z wnioskiem o to, by zażądał renegocjacji umowy w części dotyczącej ceny świadczeń medycznych. Podstawą prawną takiego działania jest nadzwyczajna okoliczność, czyli strajk lekarzy i masowe zwalnianie się ich z pracy. DOROTA STEC-FUS "Dziennik Polski" 2007-07-11

Autor: wa