Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Różne tezy inspektora i prokuratur

Treść

Po zdarzeniu na tarasie domu ministra Okręgowy Inspektorat Pracy w Krakowie nie ma dowodów na to, że 46-letni mężczyzna, który ponad miesiąc temu spadł na kamienny taras domu ministra Zbigniewa Wassermanna i z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala, pracował nielegalnie dla jednej z dwóch firm remontujących ten dom. Krakowska prokuratura twierdzi, że poszkodowany wykonywał prace zlecone jednej z tych firm. Tadeusz Fic, okręgowy inspektor pracy w Krakowie, poinformował wczoraj, że nieszczęśliwego zdarzenia sprzed miesiąca nie można - w myśl obowiązujących przepisów - potraktować jako wypadku przy pracy. - Nie ma żadnych dowodów, aby była umowa o pracę - stwierdził Tadeusz Fic. - Sprawdzaliśmy w Urzędzie Pracy, czy poszkodowany nie jest bezrobotny - okazało się, że nie jest. Właściciel firmy zeznał, iż nie zatrudniał tego mężczyzny ani nie zlecał mu żadnych robót. Okazało się, że poszkodowany był pracownikiem tej firmy, ale do czerwca 2004 r. Wystąpiliśmy jeszcze do ZUS o informacje, czy firma nie płaciła za poszkodowanego ubezpieczenia. Tylko pozytywna odpowiedź może podważyć dotychczasowe ustalenia. Zupełnie inną tezę stawia krakowska prokuratura, która bada tę sprawę. Jak powiedział wczoraj "Dziennikowi Polskiemu" prok. Krzysztof Urbaniak, zastępca prokuratora okręgowego w Krakowie, w sprawie przesłuchano już świadków oraz zabezpieczono dokumentację związaną z remontem domu. Zeznania złożyli m.in. właściciele posesji, ich sąsiedzi, a także pracownicy firmy remontowej. Z zeznań świadków i dokumentacji wynika, że poszkodowany przez jakiś czas był zatrudniony w tej firmie, później rozpoczął pracę gdzie indziej, a po kilku miesiącach wrócił, jednak nie został formalnie zatrudniony. - Dziś z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że poszkodowany robotnik został wprowadzony na posesję przez właściciela firmy i wykonywał prace zlecone tej firmie. Posługiwał się przy tym sprzętem firmowym: drabinami, maszynami służącymi do czyszczenia tarasu - twierdzi prok. Urbaniak. Przypomnijmy, ponad miesiąc temu w niewyjaśnionych okolicznościach doszło do wypadku przy domu ministra Wassermanna. Na kamiennym tarasie znaleziono 46-letniego robotnika, który najprawdopodobniej spadł z balkonu lub drabiny i doznał ciężkich obrażeń (do wczoraj nie odzyskał przytomności). Nikt z pracujących z drugiej strony domu nie widział samego zdarzenia. Okazało się, że poszkodowany jest bratem właściciela jednej z firm. (GEG, STRZ), "Dziennik Polski" 2006-11-09

Autor: ea