Opinie o imprezach jubileuszu
Treść
Zofia Gołubiew, dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie: - W pamięci pozostanie doskonały koncert poświęcony muzyce Zygmunta Koniecznego, która powstała do spektakli teatralnych Wyspiańskiego. Świetni śpiewacy, doskonała Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach! Słuchając tej muzyki, odczuwałam głęboką przyjemność. Do kościoła św. Katarzyny przyszedł "dziki tłum", który nagrodził wykonawców i kompozytora dwoma stojącymi owacjami. Muzyka Zygmunta Koniecznego to twórczość bardzo wysokich lotów, dlatego smutno, że ten koncert nie został zarejestrowany przez telewizję. Muzyka Koniecznego była dla mnie jak świeży powiew. I pewnie wielu nam, słuchając jej, aż zachciało się sięgnąć do Wyspiańskiego. (AMS)
Zbigniew Wodecki, piosenkarz: - W pamięci utkwił mi przede wszystkim deszcz. Ale dzięki niemu można było zaobserwować desperację publiczności, która szczelnie wypełniała każdego dnia bez względu na pogodę Rynek Główny i przylegające do niego uliczki. Bardzo podobała mi się scenografia - szczególnie świetnie prezentująca się w telewizji scena. Ktoś odważył się ją zbudować na tle Sukiennic, które już same w sobie są piękną "dekoracją" - i wygrał. Słyszałem dużo ciepłych głosów o nocy krakowskiej piosenki. Obyło się bez napuszenia, całość została sprawnie zrealizowana i ładnie pokazana w telewizji. Może kamery trochę za dużo krążyły, ale było to konieczne, aby wszystko dobrze pokazać. Nie widziałem koncertu Ennio Morricone. Wielu znajomych, którzy byli na tym występie, narzekało na nagłośnienie. Miało ono kierunkowy charakter - w efekcie ludzie stojący po bokach sceny niewiele słyszeli. Podobno nasze nagłośnienie byłoby lepsze... Trochę brakowało mi podczas koncertów dawnych krakowskich twórców - choćby Andrzeja Zaryckiego czy Stanisława Radwana. Zapomniano też o krakowskich jazzmanach - przecież mamy wiele talentów w skali światowej w tej dziedzinie. To nauka na następny raz: podczas wszelkich jubileuszów miasta powinniśmy stawiać przede wszystkim na naszych własnych twórców. Oczywiście nie obyło się bez drobnych wpadek, ale dzięki naszej wrodzonej zdolności do improwizacji udało się je zatuszować. Więc po co je przypominać? (GZL)
Lidia Matynian, prorektor Akademii Muzycznej w Krakowie: - Jestem zachwycona dzwonami Marka Stachowskiego, czyli prezentacją jego utworu "Campanae Cracovienses". Bardzo mi się podobała, także część wizualna, która idealnie współgrała z dźwiękiem. Cały niedzielny koncert - wcześniej przed dzwonami zabrzmiały utwory Henryka Mikołaja Góreckiego - był bardzo piękny i stanowił idealny akcent na zakończenie jubileuszu. Jestem natomiast bardzo zawiedziona koncertem Ennio Morricone, gdyż niewiele słyszałam. Może dopiero jak obejrzę go w telewizji, będę mogła ocenić jego kantatę "Pieśń o Bogu ukrytym", bo będąc na Rynku, słyszałam tylko narratora - Jerzego Trelę. Szkoda także, że artyści Krakowa, którzy prezentowali na scenie pod Sukiennicami piosenki, wykonywali je z playbacku. Wstyd! Fantastyczna była natomiast sama scena, na tle Sukiennic. Doskonałe okazało się także oświetlenie różnymi kolorami i kształtami kamienic na Rynku. Kraków wart jest pokazywania. Szkoda, że tylko raz na 750 lat!
(AMS)
Andrzej Sikorowski, wokalista i gitarzysta, lider zespołu Pod Budą: - Jubileusz był smutny. To wina naszej mentalności. Zamiast bawić się na całego - smędziliśmy. Zabrakło mi radosnych tańców, kolorowego tłumu, zwykłej wesołości. Czyżby Kraków nie umiał zaszaleć? Jubileusz był także prowincjonalny. Jeśli zaprasza się słynnego włoskiego kompozytora, to stawia się mu twarde warunki, które powinien przyjąć, jeśli chce wystąpić. Bo jeśli mu się ustępuje, to potem są takie efekty, jakie mogliśmy obserwować w ubiegły czwartek. Byłem na Rynku Głównym, widziałem na telebimach faceta machającego pałeczką, a znajdując się czterdzieści metrów od sceny - zupełnie nie słyszałem orkiestry. To przecież skandal! Wydało się ogromne pieniądze na kilkanaście imprez w Rynku Głównym. A przecież zamiast tego można było zafundować mieszkańcom Krakowa jedną, ale naprawdę wielką gwiazdę, która wystąpiłaby na Błoniach dla miliona widzów. Na pewno jubileusz byłby wtedy bardziej zapamiętany. 750-lecie lokacji Krakowa to powód do dumy. Ale świętowaliśmy tę rocznicę w sposób co najwyżej... studencki. (GZL), "Dziennik Polski" 2007-06-12
Autor: ea