KE domaga się od Polski wdrożenia przepisów, które pod pretekstem blokowania niebezpiecznych treści wprowadzałyby cenzurę w sieci
Treść
Komisja Europejska domaga się wdrożenia przepisów, które będą blokowały szkodliwe wpisy w internecie. Prawo i Sprawiedliwość zauważa, że zawetowana przez prezydenta ustawa prowadziłaby do blokowania portali internetowych i cenzury.
W piątek prezydent Karol Nawrocki zawetował rządową ustawę, która wdrażała unijny akt o usługach cyfrowych. To oburzyło rządzących.
– Nie rozumiem, jak można wetować ustawę, która ma uczynić państwo sprawniejszym w walce z pedofilią w sieci, propagandą, dezinformacją rosyjską w sieci – mówił premier Donald Tusk.
– Pozwala pan polskim dzieciom na to, żeby były skazywane w internecie na oglądanie takich zdjęć pedofilskich, jakie można znaleźć – stwierdził wicepremier i minister cyfryzacji, Krzysztof Gawkowski.
Niezadowolenia nie kryje Komisja Europejska. Jej rzecznik przypomniał, że Komisja już raz pozwała Polskę do TSUE, w maju ubiegłego roku, za zwłokę w przyjęciu aktu.
– Mocno zachęcamy Polskę i pozostałe państwa członkowskie do wzmocnienia swoich koordynatorów usług cyfrowych – zaznaczył Thomas Regnier.
Rząd zapewniał, że w projekcie chodzi wyłącznie o blokowanie wpisów internetowych zawierających niebezpieczne treści, choćby groźby karalne czy treści pedofilskie. Opozycja alarmowała, że w gruncie rzeczy rządzącym chodzi o cenzurę, co potwierdził w przypływie szczerości europoseł Koalicji Obywatelskiej, Dariusz Joński.
– Żebyśmy mieli jakąkolwiek kontrolę na tym, co się dzieje na tych mediach społecznościowych – przyznał Dariusz Joński.
Unijny akt chroniący przed zagrożeniami w internecie jest potrzebny – podkreślił prezydent. Problem jednak w tym, że rząd zastosował wrzutki legislacyjne.
– Sytuacja, w której o tym, co wolno w internecie decyduje urzędnik podległy rządowi, przypomina konstrukcję ministerstwa prawdy z książki Georga Orwella „Rok 1984” – podkreślił prezydent Karol Nawrocki.
Decyzję o zablokowaniu treści podejmowaliby urzędnicy Urzędu Komunikacji Elektronicznej i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, z pominięciem decyzji sądu. To trzeba zmienić – zauważył rzecznik prezydenta, Rafał Leśkiewicz.
– Z dużym opóźnieniem przygotowali ustawę, która była po prostu bublem prawnym w zakresie konkretnego rozwiązania dotyczącego kontroli nad treściami publikowanymi w internecie – zwrócił uwagę Rafał Leśkiewicz.
Autor wpisu mógłby co prawda odwołać się od decyzji urzędników do sądu, ale byłoby to problematyczne – wskazał były minister cyfryzacji, Janusz Cieszyński.
– Pani czy ja bez pomocy adwokata prawdopodobnie nie byliśmy w stanie skutecznie złożyć tego sprzeciwu, co sprawia, że ten system jest nieobywatelski – tłumaczył Janusz Cieszyński.
Co więcej, przepisy mogłyby prowadzić do zamykania portali internetowych.
– Były zapisy, które przewidywały, że UKE w towarzystwie policji może wejść do operatora dowolnego forum internetowego, zarekwirować dyski twarde i zaplombować lokal – podkreślił Janusz Cieszyński.
Koalicja rządząca nie chciała komentować kontrowersyjnych zapisów.
– Tutaj nie ma mowy o żadnym ograniczeniu wolności słowa – przekonywał rzecznik Lewicy, Łukasz Michnik.
– To, co podaje pod wątpliwość prezydent, to jest próba odwrócenia kota ogonem, stawiania się po stronie jakiegoś obrońcy wolności słowa – stwierdził poseł Adrian Witczak z KO.
Należy uważać, aby zmiany forsowane w UE nie poszły zbyt daleko i nie wprowadziły ogólnoeuropejskiej cenzury – zaznaczył dr Mirosław Habowski.
– Ten przepis jest tylko jednym z wielu przejawów tendencji ogólnoeuropejskich, więc byłoby to po prostu łamanie polskiej konstytucji, która stoi na gruncie zasady wolności słowa – wskazał dr Mirosław Habowski.
Zgodnie z unijnymi wytycznymi, rozporządzenie o usługach cyfrowych powinno wejść w życie od lutego 2024 roku.
TV Trwam News
źródło: radiomaryja.pl, 16 stycznia 2026
Autor: dj