Przejdź do treści
Przejdź do stopki

Druga nieudana próba

Treść

Po raz drugi - tym razem z powodu nieobecności Zbigniewa Wassermanna (PiS) - nie doszło w sobotę do mediacji w sprawie, którą minister do spraw koordynacji służb specjalnych wytoczył Wandzie Gąsior - 75-letniej emerytce z Nowej Huty - zarzucającej mu nieuczciwość.

- Mediacja się nie rozpoczęła, bo polega ona na tym, że strony osobiście się spotykają. Szkoda, że minister nie przyszedł, ale rozumiem, że chce do mediacji przystąpić - mówił wczoraj dziennikarzom prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, reprezentujący oskarżoną.

Z kolei Wanda Gąsior powiedziała, że wczoraj pełnomocnik ministra zaproponował m.in., by "wyraziła ubolewanie".

- Pełnomocnik wysuwał najrozmaitsze propozycje, które nie zostały przyjęte, bo to nie miejsce na to, żeby propozycje wysuwał adwokat - opowiadała kobieta. - Na przyszły miesiąc wyznaczony został nowy termin posiedzenia mediacyjnego. Ja na ten termin przyjdę, nie jestem pieniaczką i wcale mi się nie uśmiecha procesowanie na oczach całego świata.

Jak już informowaliśmy, przed dwoma laty Wanda Gąsior - tuż po programie "Sprawa dla reportera" Elżbiety Jaworowicz, w którym poseł Wassermanna występował w roli eksperta - napisała dwa listy. Jeden trafił do autora programu, drugi do prezesa telewizji. Kobieta informowała w nich o "krętactwie, zakłamaniu i chciwości posła", który nie wypłacił jej zięciowi (budowlańcowi) całej kwoty za wybudowanie domu.

Oba listy telewizja przekazała posłowi, który uznał, że oskarżenia emerytki "stanowią przejaw kłamliwej interpretacji faktów". Po czym skierował do sądu prywatny akt oskarżenia. Kilka tygodni temu krakowski sąd wyznaczył pierwsze w tej sprawie posiedzenie mediacyjne. Do ugody jednak nie doszło, bowiem kobieta nie chciała uczestniczyć w mediacji bez swego pełnomocnika, w sytuacji, gdy ministra reprezentował na sali jego adwokat.

Przypomnijmy, że sprawa niewypłacenia pieniędzy znalazła swój epilog przed sądem cywilnym. Wykonawca domaga się zapłaty 40 tys. zł. Z kolei Zbigniew Wassermann niezadowolony z prac w październiku 2003 roku złożył doniesienie do krakowskiej prokuratury, w efekcie ta postawiła sześciu osobom zarzut narażenia rodziny jego na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia. Podejrzani to: wykonawca, podwykonawca, dwoje pracowników oraz dwie osoby, które przeprowadzały kontrolę instalacji elektrycznej przed dopuszczeniem jej do użytkowania. Sprawa dotyczy wanny z hydromasażem, która miała zostać tak podłączona, że w przypadku zalania kąpiący się mógłby zostać porażony prądem.

Dotychczas powstało sześć opinii biegłych. Tymczasem w tym tygodniu Prokuratura Krajowa zapowiedziała, że zbada, czy mogło dojść do nieprawidłowości w krakowskim śledztwie i w zależności od ustaleń postanowi o tym, jaka prokuratura będzie kontynuować postępowanie. Decyzja ta jest wynikiem analizy artykułów prasowych, w których pojawiły się sugestie o nieprawidłowościach w śledztwie.

(STRZ)

"Dziennik Polski" 2005-12-12

Autor: ab