Dobry rok Radwańskich
Treść
Niespełna 19-letnia, urodzona 6 marca 1989 roku, Agnieszka Radwańska zakończyła sezon na 27. miejscu w rankingu WTA, jej młodsza siostra Urszula, która 7 grudnia skończy 17 lat, jest najlepszą juniorką świata, a w klasyfikacji seniorek wróciła do trzeciej setki i plasuje się na 288. pozycji. Niewątpliwie był to udany rok tenisistek z Krakowa. - Jestem zadowolony - przyznaje ojciec i trener zawodniczek, Robert Piotr Radwański. - Chyba lepiej nie można było załatwić sprawy. Planem minimum dla Agnieszki miało być utrzymanie miejsca w pierwszej pięćdziesiątce, awansując na 26., zrobiła sto procent normy, w tym tygodniu jest 27. i tę lokatę do końca roku już raczej utrzyma. Nie zapominajmy też o Uli, która od trzech miesięcy jest liderką światowego rankingu juniorek, podczas gdy Agnieszce udało się to w 2006 tylko przez trzy tygodnie. Ważne, że rok po roku nazwisko Radwańska znajduje się na czele tej klasyfikacji. A przy okazji, dzięki niezłej grze w Tokio i Bangkoku, gdzie dostała "dzikie karty" udało się Uli odrobić straty w rankingu WTA, poniesione wskutek startów w eliminacjach dużych turniejów, rywalizacji z mocnymi, znacznie wyżej notowanymi przeciwniczkami. Zresztą nawet przejście eliminacji w 175- czy 145-tysięcznikach daje znacznie mniej punktów niż zwycięstwa w imprezach ITF - 25 tysięcy dolarów (odpowiednio 8 lub 7 i 25). Urszula wybiera się jeszcze do Chin i może swoją lokatę poprawić, a w przypadku pełnego sukcesu uzyskać prawo gry w kwalifikacjach Australian Open. Choć nie wiem, czy nie ważniejszy byłby triumf w grudniowym Orange Bowl, zapewniający na koniec roku numer 1 wśród juniorek i, co się z tym bezpośrednio wiąże, "dzikie karty" do trzech turniejów ITF z pulą nagród 100 tysięcy dolarów. Nie mając za sobą największych firm menedżerskich, musimy o to walczyć wyłącznie na kortach, a nie liczyć na prezenty przy zielonym stoliku. Agnieszce najbardziej dała się we znaki seria pięciu turniejów z rzędu - w Luksemburgu, Stuttgarcie, Moskwie, Zurychu i Linzu, Nigdy wcześniej nie grała tydzień po tygodniu w tak długim okresie. - Na pewno małym niewypałem była przegrana w pierwszym pojedynku w Luksemburgu, do którego Agnieszka przystępowała dobrze przygotowana. Z Wiktorią Azarenką doznała porażki po dwóch meczbolach, a więc trochę pechowo, a broniła przecież punktów za półfinał w 2006, dlatego trochę spadła w klasyfikacji. Gdyby tam awansowała do drugiej rundy, mogła na pewno powalczyć ze znajdującą się w trochę słabszej formie Nadią Pietrową. Byłaby teraz jeszcze wyżej. Mówi się trudno, choć w przyrodzie zawsze się coś wyrównuje. Potem Agnieszka dobrze zagrała w trzech następnych turniejach, a w Linzu - niestety - zabrakło jej po prostu sił, na co na pewno wpływ miało to, że w Zurychu musiała rozegrać aż sześć meczów - trzy w eliminacjach i trzy w głównym. W przyszłości na pewno nie będziemy się zgłaszać do pięciu turniejów z rzędu, bo Isia nie ma budowy i wytrzymałości maratończyka, nie jest w stanie grać tyle, ile chce. Dwa, góra trzy turnieje, a potem przerwa - takim pójdziemy rytmem w następnym sezonie - dodaje Robert Radwański. Filigranowa sylwetka Agnieszki, przy umięśnionych rywalkach, co pewien czas wywołuje komentarze i dyskusje, czy młoda Polka nie powinna częściej bywać w siłowni, pracować nie tylko nad poprawą i doskonaleniem tenisowej techniki, ale także wytrzymałości i siły. Te podpowiedzi, a niekiedy wręcz zarzuty ojciec zawodniczki odpiera wprost: - Materiał jest taki, jak jest. Nie można być za mądrym. Nie zrobimy z brzozy dębu. Każda ingerencja w tych sprawach spowodowałaby - moim zdaniem - szkody. Nie da się ukryć, że są na to metody i sposoby, ale pamiętajmy, że większość z nich jest nielegalna. My nie chcemy mieć z tym nic wspólnego. Z tą technologią. Oczywiście, popracujemy nad tym, żeby wzmocnić fizycznie Agnieszkę i Urszulę, ale nie dajmy się zwariować. Obie zbudowane są tak, że stanowi to na swój sposób także ich duży atut. Ciężkie dziewczyny może mają czasami przewagę, ale zdarza się również nierzadko, że im to przeszkadza, co ewidentnie widać. Częściej doznają kontuzji, inaczej się poruszają. Pamiętajmy, że kariera powinna trwać 10 czy 15 lat, a nie rok, dwa. Tegoroczne dokonania Agnieszki muszą wzbudzać uznanie i szacunek. Jako pierwsza w historii Polka wygrała turniej WTA - 5 sierpnia Nordea Nordic Light Open w Sztokholmie. Żadnej innej Polce nie udało się tak wysoko uplasować w światowym rankingu (26. miejsce 22 października 2007) - poprzednio 10 sierpniu 1999 roku 30. była Magdalena Grzybowska, a 3 kwietnia 2006 Marta Domachowska - 37. Doceniają Agnieszkę wszystkie czołowe tenisistki, w jej notesie znalazły się numery telefonów komórkowych wszystkich gwiazd, które chętnie z nią trenują, z coraz większymi obawami o wynik. Na tych, którzy ostatnio oglądali występy starszej z sióstr Radwańskich w telewizji, duże wrażenie zrobiły jej problemy ze stopami, pojawiające się bąble, konieczność zakładania specjalnych opatrunków. - Bez opatrunków nie mogłabym chodzić - przyznaje Agnieszka. - Dramatyzowanie tej sytuacji nie było żadną przesadą. To coś nieprawdopodobnego. Moje przeciwniczki mówiły, że czegoś podobnego jeszcze nie widziały. Nie mogły uwierzyć, że coś takiego istnieje, że z takimi odciskami mogę w ogóle grać. Ja już się do tego przyzwyczaiłam, bo przytrafiło mi się to już po raz trzeci. Wiem, jak to boli i co mam robić. Staram się przezwyciężać ból, bo nawet bardzo grube opatrunki do końca nie pomagają. W tym roku Agnieszka najwyżej ceni zwycięstwo nad Marią Szarapową w III rundzie US Open: - Wielki Szlem, kort centralny, zawodniczka numer dwa na świecie, broniąca tytułu sprzed roku. I nałożyło się to w jednym meczu. Dopadła też - po dwóch porażkach - Szachar Peer z Izraela: - Role w Nowym Jorku i w Zurychy były podobne, z tym że w Szwajcarii po raz pierwszy widziałam ją tak zdenerwowaną, okazującą wielką złość. Do tej pory była zawsze skoncentrowana, precyzyjna. W tym przypadku wrzeszczała, rzucała rakietami. Niesympatycznie odnosiła się do swojego trenera. Gdy pytamy Agnieszkę, czym w najbliższym czasie nas zaskoczy, spokojnie odpowiada: - Zaczynam od Hobart i Melbourne, mam nadzieję, że zdobędę tam tyle punktów, że mocno wejdę w nowy sezon. W Australian Open chciałabym przejść co najmniej dwie rundy. Postaram się być dobrze przygotowana. Najważniejsze, że nie mam nadwagi. Pomagają mi w tym ćwiczenia w siłowni, pływanie, bieganie, aerobik. W coraz lepszym nastroju jest też Urszula: - Miłą dla mnie niespodzianką była "dzika karta" w Bangkoku. Zgłosiłam się do eliminacji, a gdy okazało się, że nikt nie chce skorzystać z miejsca na drabince głównej przeznaczonego dla posiadaczki złotej lub srebrnej karty WTA, organizatorzy wybrali mnie jako najlepszą obecnie juniorkę, tę, która wygrała Wimbledon. Tegoroczne sukcesy juniorskie - także w deblu w Paryżu - na pewno dodały mi otuchy. Otwiera się droga do seniorskiej kariery. Gonię siostrę. Isia chyba dostrzega, że stale robię postępy. Coraz bliższa jest perspektywa naszego pojedynku w dużym turnieju. Wszyscy chętnie zaglądają do portfeli utalentowanych tenisistek. Jest to możliwe, bo WTA regularnie ogłasza listy zarobków. - Podawane są jednak kwoty brutto, o czym należy pamiętać - zauważa Robert P. Radwański. - Automatycznie, po każdym turnieju, odlicza się podatki, które często wynoszą 30, a nawet 35 procent. Część oddajemy również do PZT. A ponadto rozliczamy się jeszcze z polskim fiskusem. Ale na pewno nie krzywdujemy sobie. Siostry Radwańskie, coraz bardziej niezależne finansowo, nie odczuły do tej pory żadnych skutków, związanych z zamieszaniem wokół firm - głównego sponsora polskiego tenisa. Mają ważne umowy z fundacją, powołaną przez Polski Związek Tenisowy, które obowiązują do końca 2008 roku. Nie pojawiły się zresztą żadne sygnały o ewentualnym wcześniejszym rozwiązaniu kontraktów, spokojnie mogą więc skoncentrować na tym, co potrafią robić najlepiej - grać. Ciągle marzy się im występ dla krakowskiej publiczności. Są gotowe wystąpić w pokazowym meczu na szczytny cel. Tę propozycję warto jak najszybciej rozważyć. Natomiast razem - w deblu - chciałyby reprezentować Polskę podczas igrzysk olimpijskich w Pekinie. JERZY SASORSKI ZDJĘCIA Wacław Klag Agnieszka Radwańska * 27. w rankingu singlowym WTA, 71. w deblowym, 32. w Champions Race. * Największe sukcesy w 2007: triumfatorka turnieju WTA (145 tys. USD) w Sztokholmie i turnieju ITF (100 tys. dolarów) we włoskiej Bielli w grze pojedynczej oraz turnieju WTA (200 tys. USD) w Stambule w grze podwójnej (w parze z siostrą Urszulą). * Pokonała m.in. Martinę Hingis (Szwajcaria) 4-6, 6-3, 6-2 w III rundzie w Miami, Flavię Pennettę (Włochy) 6-2, 3-6, 7-6 (7-2) i Karin Knapp (Włochy) 6-3, 6-3 w półfinale i w finale w Bielli, Wierę Duszewinę (Rosja), 6-1, 6-1 w finale w Sztokholmie, Marię Szarapową (Rosja) 6-4, 1-6, 6-2 w III rundzie US Open w Nowym Jorku, Marion Bartoli (Francja) 0-6, 6-2, 6-1 w I rundzie w Stuttgarcie, Marię Kirilenko (Rosja) 6-4, 4-6, 6-1 w I rundzie w Moskwie, Szachar Peer (Izrael) 6-4, 6-3 i Danielę Hantuchovą (Słowacja) 6-3, 6-3 w I i II rundzie w Zurychu. * Bilans 2007, gra pojedyncza: 39 zwycięstw - 23 porażki, gra podwójna: 12-12. * Zarobki 2007 (brutto w dolarach): 400 823 (w karierze - 564 281). Urszula Radwańska * 288. w rankingu singlowym WTA, 180. w deblowym, 156. w Champions Race. * Największe sukcesy w 2007: triumfatorka wielkoszlemowych turniejów juniorek Wimbledonu w grze pojedynczej i podwójnej, French Open w grze podwójnej, turnieju WTA (200 tys. dolarów) w Stambule w grze podwójnej (z siostrą Agnieszką), ćwierćfinał turnieju WTA (200 tys. dolarów) w Bangkoku. * Pokonała m.in. Mihaelę Cirstę (Rumunia) 6-0, 6-3 i Virginię Razzano (Francja) 7-6 (7-3), 7-5 w I i II rundzie w Bangkoku. * Bilans w 2007 (seniorki), gra pojedyncza: 15 zwycięstw - 13 porażek, gra podwójna: 14-6. * Zarobki 2007 (brutto, w dolarach): 24 723 (w karierze: 44 585). "Dziennik Polski" 2007-11-08
Autor: wa